Miłość pod ostrzałem

Piotr Andrews i Heidi Bradner przed Mauzoleum Lenina
Piotr Andrews i Heidi Bradner przed Mauzoleum Lenina
Uczucie i wspólna praca w niebezpiecznych miejscach to kiepskie połączenie. Jednak wojna i brak bezpieczeństwa to też sytuacje, w których zawiązują się prawdziwie głębokie, niesamowite relacje.

Moskwa po rozpadzie Związku Radzieckiego nie była normalnym miastem. Nagle pojawiły się możliwości zarabiania ogromnych pieniędzy, ale tylko dla wybranych. Większość rodzin z trudem wiązała koniec z końcem. Z szarości komunizmu wyłonił się nowy kolorowy świat, gdzie w oczy rzucała się przede wszystkim wielka przepaść między nielicznymi niesamowicie bogatymi i resztą społeczeństwa, która po prostu próbowała przeżyć. To musiało rodzić społeczne konflikty.
Przywódca Rosji Borys Jelcyn poza kłopotami społecznymi borykał się także z poważnymi problemami politycznymi wewnątrz rosyjskiego rządu. Część polityków coraz głośniej wyrażała swoje niezadowolenie, powtarzając, że Jelcyn traktuje parlamentarzystów jak maszynki do głosowania przy forsowaniu swoich reform. Coraz częstsze stawały się uliczne demonstracje. Wiele z nich kończyło się starciami z milicją.
Kryzys konstytucyjny pomiędzy siłami popierającymi Jelcyna a Rosyjskim Parlamentem osiągnął szczyt na początku października 1993 roku, kiedy to Jelcyn został zmuszony do użycia siły.
Już od września dochodziło do dość dużych demonstracji w centrum Moskwy, okupowany był parlament a w końcu wiceprezydenta Aleksandra Ruckoj i przewodniczącego parlamentu Rusłana Hasbułatowa, spróbowali przejąć władzę w państwie.



Mieszkałem wtedy w bloku, niedaleko metra Krasna Presnia, który znajdował się z bezpośrednim sąsiedztwie Białego Domu.

Od połowy września, gdy rozpoczęła się okupacja parlamentu, prawie pod moim domem przewalały się niemal codziennie demonstracje. Z jednej strony było to bardzo wygodne ale z drugiej stawało się niebezpieczne.
Wśród moich bliskich znajomych było wtedy wielu dziennikarzy, którzy pracowali w Moskwie. Byli także ludzie których działalności nie mogłem zidentyfikować. Wśród nich był Alex. Czasami współpracował z NBC jako operator, wolny strzelec. Miał wtedy około 27 lat. Był bardzo dobrze wykształconym Francuzem, mieszkającym na stałe w Szwajcarii. Jego ojciec pochodził z Donbasu a mama z Gruzji.

Alex miał w swojej zawodowej przeszłości jakieś epizody związane z jednostkami specjalnymi i Legią Cudzoziemską. Znał wielu członków antyterrorystycznej Grupy Alfa, jednak szczegółów nikt nie znał. Wiele historii, które opowiadał wydawało się wyssanymi z palca, ale zawsze okazywało się prawdziwymi.

Mieszkałem na 10. ostatnim piętrze w starym wieżowcu. W wejściu do mieszkania miałem zamontowane solidne podwójne metalowe drzwi a klucze miałem tylko ja i moja dziewczyna Heidi. Wielokrotnie jednak po powrocie do domu zastawaliśmy siedzącego w mieszkaniu Alexa. Był maniakiem filmów wideo, a ponieważ w moim mieszkaniu miałem odtwarzacz, to wpadał sobie pooglądać filmy.

Gdy pierwszy raz znaleźliśmy go w zamkniętym mieszkaniu, krzyknąłem zdumiony: Alex jak się tu dostałeś? Na co on z uśmiechem odpowiedział: "Okno było otwarte". Okazało się, że wspiął się po balkonach na dziesiąte piętro i wszedł przez okno. Innym razem poprosił sąsiadów, aby pozwolili mu przedostać się do mnie ze swojego balkonu.

Któregoś wieczoru Alex kazał mi się ubrać na czarno i zabrał mnie na zdjęcia. Czołgaliśmy się pod jakimiś zasiekami aż dotarliśmy do wejścia do okupowanego już wtedy Białego Domu. Tam Alex zostawił mnie z jakimiś ludźmi, a sam zniknął na spotkaniu, o które wolałem nie dopytywać. Wrócił po godzinie z informacjami, które później bardzo się nam przydały.

Pamiętam, że 3 października, dzień zaczął się od poważnych zamieszek, ale dotarła do nas wiadomość, że siły przeciwne Jelcynowi postanowiły zająć budynek telewizji Ostankino.
Dotarliśmy tam całą grupą znajomych fotografów. Pod budynkiem telewizji było wielu rebeliantów, którzy przyjechali dużymi wojskowymi ciężarówkami. Byli uzbrojeni w broń automatyczną i granatniki.
Sytuacja stawała się z minuty na minutę coraz bardziej napięta. Rebelianci napierali na zabarykadowane od wewnątrz drzwi telewizji.
Razem ze mną pod Ostankino przyjechała moja dziewczyna Heidi, która też była fotografem. Kochałem ją i nie potrafiłem nie martwić się o nią w coraz bardziej niebezpiecznym miejscu. Powoli zapadał zmrok. Rebelianci próbowali staranować główne drzwi do budynku. Nagle usłyszałem okrzyk jednego z głównych nacierających, że zaraz wystrzeli granatnik.

W tłumie przed budynkiem dziennikarze wymieszani byli z rebeliantami. Wielu spośród pracujących tam dziennikarzy było cudzoziemcami, niewielu znało dobrze rosyjski, niewielu też zorientowało się, co za chwilę się wydarzy. W pewnym momencie mnie zawołał mój przyjaciel z Agencji Reuters, Petr Josek, pokazując cienie zbiegające po schodach wewnątrz budynku. Okazało się, że w budynku telewizji do odparcia szturmu szykowali się żołnierze z suworowskiej dywizji specnazu.

Chyba nikt o tym nie wiedział. Jak tylko usłyszałem ostrzeżenie o strzale z granatnika, krzyknąłem do Heidi i pracujących wokół fotografów, że musimy uciekać. Na szczęście tuż obok było przejście podziemie prowadzące na drugą stronę ulicy. W momencie, gdy biegliśmy po schodach, nastąpił wybuch i niemal natychmiast po nim rozpoczęła się kanonada z karabinów maszynowych. W tym wszystkim straciłem na chwilę z oczu Heidi. Byłem przerażony. Biegałem dookoła, szukając jej. Nie byłem w stanie pracować. Nawet nie sięgnąłem po aparat. Po kilkunastu minutach zobaczyłem, że stoi za rogiem budynku i robi zdjęcia rannym i zabitym. Strzelanina cały czas trwała. Tuż przy mnie ranne zostały dwie osoby. A jednak byłem w tej chwili szczęśliwy, Heidi żyła. Dotarłem do rogu budynku i też zacząłem fotografować.

Wtedy uświadomiłem sobie, że nie umiałem połączyć pracy z miłością. Strach o kogoś bliskiego uniemożliwiał mi fotografowanie. Heidi zaś w tym wszystkim spokojnie pracowała.

Po pewnym czasie pojawił się mój przyjaciel Alex. Dookoła wciąż padały strzały. Na ulicy pod budynkiem leżeli ranni, ale nie sposób było do nich dotrzeć. Amerykański prawnik Terry Duncan próbował pomagać rannym ale sam zginął, na naszych oczach. I w takiej sytuacji Alex wyszedł zza rogu budynku na otwartą przestrzeń. Położył kamerę na ziemi, w taki sposób, żeby wszyscy widzieli co robi. Z podniesionymi do góry rękoma zaczął powoli iść w kierunku leżących na ziemi rannych i zabitych. Ostrzał trwał. Gdy dotarł do rannych przed głównymi drzwiami, znalazł wśród nich naszego kolegę fotografa Otto Pohla. Pohl miał przestrzelone płuco. Alex wyciągnął go w bezpieczne miejsce i z wraz kolegą założył specjalny opatrunek na ranę postrzałową w płuco, tak jakby to robili codziennie.
Otto przeżył.
Nie mogłem wyjść z podziwu dla Alexa. Do dziś dziękuję siłom wyższym za to, że postawiły go na mojej drodze.
Następnego dnia wojska wierne Jelcynowi przypuściły szturm na Biały Dom, w którym zabarykadował się Ruckoj ze swoimi ludźmi. Walka trwała kilka godzin i była prawie jak spektakl.
Wokół budynku zebrało się mnóstwo gapiów. Wielu z nich zginęło. Ja nie miałem zamiaru ginąć.
Pilnowałem Heidi i robiliśmy zdjęcia z bezpiecznej odległości.

Pod budynkiem Ostankino zginęły 62 osoby, w tym kilku zachodnich dziennikarzy. Wśród tych, którym nie udało się uciec był operator Rory Peck. Po jego śmierci stworzono Rory Peck Trust dedykowany niezależnym fotografom, operatorom dziennikarzom.

To, co się wtedy wydarzyło uświadomiło mi kilka ważnych rzeczy.

Po pierwsze: nie umiałem pracować w niebezpiecznych miejscach z kimś, kogo kochałem.
Po drugie: Alex pokazał mi, że ludzka odwaga nie zna granic.
Po trzecie: znajomość języków naprawdę może uratować życie.
Trwa ładowanie komentarzy...